27 lat

Dla mnie osobiście slackline jest czymś absurdalnym. Odnajduję w tym przyjemności dokładnie dlatego, że nie ma to bezpośredniej wartości; w żaden sposób nie jest to czymś niezbędnym. Chodzimy po slackline ponieważ to kochamy i nie prosimy o nic poza tym.

Slackline odkryłem poprzez wspinanie, znajomi mieli rozpiętą taśmę w lokalnej ściance wspinaczkowej i tam też postawiłem moje pierwsze kroki odnosząc niewielki sukces. Ten jeden raz wystarczył, żeby całkowicie wciągnąć i jak tylko zamówiłem kawałek wspinaczkowej taśmy oraz 2 pętle, zacząłem naciągać slackline z użyciem tego prostego systemu gdzie tylko mogłem ? w domu, w pracy czy w parku. W styczniu 2008 roku spotkałem Jana Gałka w Maroku. Bardzo chciałem spróbować razem z nim highline, więc zacząłem częściej ćwiczyć, aż w końcu poczułem się gotowy na przejście, kiedy spotkaliśmy się ponownie w czerwcu 2009 roku. Od tego czasu nie mogę przestać chodzić po highline; tylko w ostatnim roku przeszedłem około 45 różnych highline i mam nadzieję, że przejdę przynajmniej 25 więcej w tym roku. Highline oraz longline to moje dwie pasje, ale zajmuję się również trickline.

Kiedy znajdujesz się w górze a dookoła otacza cię pustka, wszystkie ważne na pierwszy rzut oka obawy nagle przestają istnieć. Popychasz samego siebie na przeciw granicy tego co jest aktualne i nic nie może odciągnąć cię od tej świadomości. Lęk zostaje przekształcony w skupienie, a niepewność w spokój. Zaczynasz głęboko oddychać. Od tego momentu jesteś zdany na samego siebie, swoje umiejętności, regulowanie emocji oraz autonomiczne reakcje ciała. Opisałbym to bardziej jako bycie obecnym niż wolnym; jesteś w danym miejscu, żywy, cieszysz pozostawaniem przy życiu. Sam w sobie jesteś ograniczeniem i wiesz jaki osiągniesz wynik, ponieważ tylko pod ogromnym stresem wydzimy kim naprawdę jesteśmy.

©2008-2011 Sztukmistrze.pl